Najważniejsze wodospady na świecie

Spienione masy nieujarzmionej wody, niesamowite widoki, czasami idylliczne, czasami przerażające. To wszystko kryją w sobie wodospady. Niektóre są wyeksploatowane turystycznie praktycznie do ostatniej kropli wypływającej wody, inne są odległe, nie ma do nich dostępu, a podziwiać się dają jedynie z pokładu samolotu; duże i małe, szerokie i bardzo wąskie, znane i tajemnicze.

Powstawały miliony lat temu w wyniku działania nie do końca zbadanych ruchów geologicznych. Jednym z najwyższych i zarazem chyba najpiękniejszych wodospadów świata jest Salto Angel, położony w niedostępnej wenezuelskiej dżungli. Jego wymiary budzą prawdziwe zdumienie. Ten jednokilometrowy gigant został odkryty przez Jamiego Angela, który poszukiwał złóż złota. Amerykański pilot co prawda złota nie znalazł, ale odkrył jeden z cudów natury. Powrócił tam kilka lat później, ale jego samolot utknął i wszyscy uczestnicy feralnego lotu musieli przedzierać się przez kilkanaście dni pieszo do pierwszych siedzib ludzkich. Samolot wydobyto kilkadziesiąt lat później i do dzisiaj można go podziwiać.

Salto Angel wypływa z wierzchołka góry o płaskim stożku, którą tubylcy nazywają „Górą Diabła”. Do takiej nazwy prawdopodobnie przyczynił się ogłuszający ryk wody spadające z góry, przypominający ryk rozwścieczonej bestii. Niedostępna wenezuelska dżungla nie ułatwia osobistego spotkania z wodospadem, jakby chciała chronić swoje najcenniejsze skarby. W porze deszczowej można tam się dostać specjalnymi łodziami, ale i tak najlepiej jest podziwiać Salto Angel z podkładu samolotu. Wodospad przyciąga nie tylko spragnionych atrakcji turystów, ale i miłośników sportów ekstremalnych, którzy wykorzystują go do bicia kolejnych niesamowitych rekordów.

W takiej historii zapisali się również Polacy, którzy wspięli się na szczyt Góry Diabła, a następnie zjechali na specjalnych linach wzdłuż wodospadu. Przeciętny turysta zdecydowanie jednak będzie wolał oglądać wodospad w sposób bardziej tradycyjny. Miłośnicy wodospadów, ale i prawdziwych cudów natury, koniecznie powinni zobaczyć wodospad Wiktorii położony na granicy dwóch afrykańskich państw, na rzece Zambezi. Rzeka pozornie płynie spokojnym nurtem. Nikt zapewne nie przypuszczałby, że już niedługo, w dolnym biegu, zmieni się w oszałamiającą kaskadę wody, bezlitośnie chłoszczącej nagie skały, tworząc u stóp góry spieniony kocioł miotającej się wody. Widok jest niesamowity – jednocześnie groźny i oszałamiający.

Szkocki misjonarz Livingstone, który jest uważany za odkrywcę wodospadu pisał, że jego widok jest tak piękny, że musiały się w niego wpatrywać anioły w locie. Wodospad jest nazywany przez tubylców „Grzmiący Dym”, ze względu na unosząc się zewsząd chmurę deszczowej rosy. Chociaż wodospad nie jest szczególnie wysoki, bo mierzy około stu metrów, to już podziw budzi jego szerokość – 1,7 kilometra. Na samym szczycie wodospadu jest miejsce, gdzie odważni turyści zażywają czasami kąpieli, ale jest to przyjemność dla naprawdę odważnych. Tak samo zresztą jak przelot lotnią.

Mniej odważnym, ale spragnionym nieziemskich widoków, pozostaje oglądanie tradycyjne wodospadu Wiktorii, nazwanego tak na cześć angielskiej królowej. I to naprawdę w zupełności wystarczy.

Dodaj komentarz